Technika

Mercedes G 350 BlueTEC | Test | Le"G"enda

Kiedy w kalendarzu redakcyjnych testów pojawia się informacja, że trzeba odebrać takie auto jak Mercedes G, osoba, która będzie go testować wie, że to będzie udany tydzień. Tak było właśnie w moim przypadku. W zasadzie siadając do pisania Mercedesa G 350 BlueTEC, trzeba się zastanowić o czym nie napisać, żeby zmieścić się w ilościowych ramach tekstu i nie zamęczyć czytelnika. Postaram się, aby tak było. Zacznijmy więc od początku.

G 350 BlueTec to jedna z pięciu obecnie dostępnych wersji silnikowych w „długim” nadwoziu niemieckiej terenówki. Podstawowy model to G 300 CDI Professional, który ma w sobie najwięcej genów powstałej w 1979 roku pierwszej generacji „Gelendy”. Prezentowany egzemplarz to jej odrobinę bardziej współczesna interpretacja, ale pozbawiona zbędnych fajerwerków jakie niosą za sobą dwie wersje AMG - G 63 i G 65. Jednym zdaniem - coś dla ciała i coś dla ducha.

Czarny kolor bardzo pasuje do kanciastego nadwozia. Dzięki niemu auto prezentuje się tak samo dobrze pod ekskluzywną restauracją jak i przydrożnym barze, pod który podjedziemy ubłoceni po off-roadowych zabawach. Mercedes G jest autem dużym wśród małych i małym wśród dużych. Jadąc ulicami polskich miast, z kierowcami autobusów będziecie mogli przybić sobie piątkę, ale amerykańskie półciężarówki będą od Was większe. I dobrze, bo rozmiar G klasy jest w sam raz.

Nową „generację” klasy G wyróżniają z zewnątrz takie elementy jak zmieniona przednia atrapa, obudowy reflektorów z wbudowanymi światłami typu LED, lusterka z kierunkowskazami czy aluminiowe felgi. Poza tym wszystko jest tak jak było na początku, czyli kwadratowe i kanciaste. Jedynym elementem, który przełamuje wszystkie kąty proste jest mocowane na tylnej klapie koło zapasowe w plastikowej obudowie. Klasyka! Po prostu musi tam być, mimo tego, że klapa waży z nim sporo więcej i trzeba przyłożyć nieco siły aby ją zamknąć.

Co najważniejsze klasyczna jest także konstrukcja nadwozia. Oparta na ramie drabinkowej, która według producenta gwarantuje klasie G większą wytrzymałość i obciążalność od rywali z nadwoziem samonośnym. Za pewne tak jest skoro Niemcy nie zmienili tego rozwiązania od lat 70-tych, a trzeba pamiętać, że od 1945 roku rzadko się mylą. Dzięki perfekcyjnemu przygotowaniu jest ona także wyjątkowo trwała i praktycznie żadne warunki pogodowe nie są w stanie zmienić jej wytrzymałości. Warty uwagi jest również fakt, że układ kierowniczy oparty jest na tradycyjnej kulowej konstrukcji, która również gwarantuje dużo większa wytrzymałość i nie przenosi na kierownicę tak dużych drgań jak konstrukcje oparte na gumowych łącznikach.

Przy modernizacji klasy G, Mercedes postawił więcej na zmiany wewnątrz kabiny. W końcu klient, który za wersję G 350 BlueTEC musi zapłacić ponad 410 tys. zł może oczekiwać chociaż odrobiny luksusu. Styliści W463 (takie oznaczenie modelowe nosi opisywane auto) postanowili połączyć klasyczny styl z materiałami pasującymi nieco bardziej do marki premium i obecnego design'u Mercedesów. Dzięki temu pojawiła się tam kierownica z manetkami zmiany biegów i zegary znane z modelu ML. Zmienił się także panel środkowy, który wykorzystuje elementy z innych modeli marki (radio i klimatyzacja). Do dyspozycji użytkowników jest także system komputera pokładowego i nawigacji, sterowanej charakterystycznym pokrętłem. Niezmieniona została sama deska rozdzielcza, która jest jednak obszyta skórą. Przed pasażerem znajduje się charakterystyczna rączka do trzymania w trakcie terenowej jazdy i jeszcze jeden, dla mnie wyjątkowy detal - plastikowa tabliczka z dużym napisem SRS AIR BAG, która jest znakiem minionych generacji różnych Mercedesów.

Mimo swoich dużych rozmiarów zewnętrznych (G 350 BlueTEC mierzy prawie 4,7 metra) z przodu miejsca nie ma zbyt dużo. Jako niespełna dwumetrowa osoba czułem, że mimo maksymalnie odsuniętego elektrycznego fotela, siedzę odrobinę za blisko kierownicy. Taka jest jednak specyfika prawdziwych terenowych samochód. Dzięki temu mamy możliwość bardzo dobrego oceniania naszych możliwości przejazdu na wąskich drogach i w terenie. Pozycja blisko drzwi gwarantuje, że w każdym momencie można się wychylić przez otwartą szybę i ocenić naszą sytuację. Z tyłu, pasażerowie mają już znacznie więcej miejsca i mogą poczuć się wygodnie, a w bagażniku, którego pojemność wynosi maksymalnie 2250 litrów, może znaleźć się nawet wielkogabarytowy bagaż.

Przejdźmy jednak do tego co w „Gelendzie” najważniejsze, czyli do jazdy. Siadając za kierownicę trzeba najpierw zrobić krok do góry aby móc wdrapać się na fotel. Potem będziemy mieć już widok na wszystkie cztery skrajne punkty nadwozia, a także na bliższą jak i dalszą okolicę. Fantastyczne uczucie. Klasa G, która została stworzona raczej do jazdy w terenie świetnie sprawdza się w zatłoczonych miastach. Dzięki dobrej widoczności możemy dużo wcześniej reagować na zbliżający się korek lub zbyt wolno jadącego „gamonia”. Swoją droga prowadząc G-klasę trzeba na nich bardzo uważać, bo z czasem może pojawić się wcale niebezpodstawna ochota na to, żeby po prostu po nich przejechać. Emocje trzeba jednak trzymać na wodzy.

Inną ważną podczas jazdy miejskiej kwestią jest fakt, że G 350 ważny 2,5 tony i o ile rozpędzanie idzie jej nie gorzej niż dobrej klasy autu osobowemu, to na hamowanie trzeba zostawić sobie nieco więcej miejsca. Hamulce są bardzo dobre, ale fizyki się nie oszuka. Samochód wielkości małego mieszkania, który jedzie osiemdziesiąt na godzinę nie stanie w miejscu zaraz po naciśnięciu pedału hamulca.

Wracając do tematu rozpędzania, trzeba wspomnieć, że dzięki siedmiostopniowej skrzyni 7G-Tronic pierwszą setkę na zegarze zobaczymy po niespełna 10 sekundach. Jeżeli zaczniemy znacznie przekraczać tą prędkość to warto mieć na uwadze, że spalanie też przekroczy pewne granice. W G klasie nie istnieje coś takiego jak małe opory powietrza. Tutaj każdy element powoduje, że są one duże. W trakcie szybszej jazdy w trasie wynik 15 litrów jest standardem a warto też sprawdzić  prognozę pogody bo jeżeli całą trasę z Warszawy do Poznania pokonacie pod wiatr to będzie ono znacznie większe. W mieście spalanie powinno oscylować na poziomie 11-12 litrów. 

Na jeździe po asfalcie nie ma sensu się więcej skupiać, po to są wersje AMG. G 350 BlueTEC bez pakietów fabrycznego tunera to auto idealne do jazdy po poligonie, polach, łąkach, rzekach, księżycu... Gdzie tylko zdołacie nim dotrzeć. Jeżeli jednak jesteśmy już przy temacie off-roadu, to warto zapamiętać jedną prostą zasadę. Wiecie po co w G klasie są boczne listwy? Wyznaczają maksymalną głębokość brodzenia. I wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Na początku jazdy tym autem, możliwości terenowych nie wykorzystacie na pewno. W463 jest jedynym seryjnie produkowanym samochodem, który posiada stały napęd na cztery koła i trzy w 100% blokowane mechanizmy różnicowe. Gdy połączymy to z faktem, że napęd trafia na dwie sztywne osie i wspierany jest systemem 4ETS to takie wartości jak możliwość ponad 50% przechylenia bocznego i podjazdu pod wzgórza o osiemdziesięcio procentowym nachyleniu nie powinny Was dziwić. Tak, to właśnie potrafi seryjny Mercedes klasy G. Jakby tego było mało możecie podpiąć sobie do haka przyczepę o masie 3,5 tony i bez problemów pokonać z nią nie tylko asfaltowe drogi.

Jeżeli w trakcie terenowej jazdy na reduktorze, który uruchomicie przyciskiem LOW RANGE, poczujecie, że G klasa przestaje sobie radzić, wystarczy wcisnąć inny przycisk znajdujący się na desce rozdzielczej, który uruchomi centralną „szperę”. Jeżeli to nie pomoże macie do dyspozycji jeszcze dwa kolejne przyciski od odpowiednio tylnego i przedniego mechanizmu różnicowego. Jeżeli mimo to będziecie mieć problemy to znaczy, że dojechaliście tam gdzie nikomu nie wpadło by to głowy, a wyciągnąć może Was tylko Dakarowa ciężarówka.

Suma Summarum

„Gelenda” jest obecna na rynku w prawie niezmienionej formie przez ponad 30 lat. To auto, które nie ma bezpośredniego rywala. Land i Range Rover? Niestety Defender, którego osobiście uwielbiam, nie jest bezpośrednim konkurentem, bo nie ma takiego wyposażenia i prestiżu. Range Rover? Ma odpowiednie wyposażenie, ale mimo tego, że wjedzie w teren dość daleko, zostanie w połowie drogi, którą pokona Mercedes. Japońskie Nissany i Toyoty? To niestety też nie ta półka. W takim przypadku gromkie brawa nalezą się koncernowi Daimler za utrzymywanie w gamie, mogło by się wydawać tak zbędnego auta i jego dalszy rozwój w postaci np. „kosmicznej” wersji G 65 AMG z silnikiem V12. Oby Le”G”enda była z nami jak najdłużej.